IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Hotaru Fujiwara

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Czerwona Królowa

PisanieTemat: Hotaru Fujiwara   Pią Lut 13, 2015 11:36 pm

Nie każdy ogień dotkliwie parzy.



Hotaru "Serah" Fujiwara 27 Czerwony Królowa

Charakter

Serah... ah, no tak. Bywa wybuchowa. Ale od czego powinnam zacząć w tym charakterze? Chyba od jej nastawienia.
Jest ono różne niczym pory roku, bo jest to w bardzo dużej mierze zależne od tego, z kim ma przyjemność. Jesteś Czerwonym? Supi, jesteś niczym jej brat bądź siostra, bo każdego z czerwonych traktuje jako rodzeństwo. W sumie to każdego z Różowych tak samo, bo bardzo lubi im pomagać. W sumie to właśnie Różowi mu uratowali życie... dwa razy. No raz, jak była dzieckiem i przeskakiwała przez płot żeby uciec przed wściekłym psem, a za drugim razem Leighton uratował ją przed niechybną śmiercią. Kobieta pech. Ale cóż poradzić. Wracając do nastawień wobec kolorów.. Srebrni jej nie obchodzą. Są? Są. Nikomu nie wadzą, niech sobie będą. Może czasem okażą się przydatni, ale to zupełnie nic nie znaczy dla Hotaru. Teraz czas na zielonych... ten znienawidzony przez nią kolor. Nienawidzi ich z całego serca za to, że zabili jej przyjaciela i autorytet. Uważa ich za tchórzy, którzy nie potrafią stawić czoła przeciwnikowi w pojedynku na tak zwane solo. Za to też nie lubi niebieskich, ale to właśnie ci hakerzy bardziej pod tym względem zaleźli jej za skórę. Głównie przez te ataki hakerskie, za którymi się kryją. No i przez tamten atak z trucizną, a i przy okazji nienawidzi zmuszania kogokolwiek do współpracy. Także tego... Co dzieci zapamiętały z tego wywodu? Że Serah nienawidzi walki kupa na jednego, woli walkę na solo. Nie lubi tchórzy, którzy wolą walczyć grupowo na jedną osobę, a także wolą siedzieć w zaciszu domowym, psując innym życie.
Ale wracając do tego, jaka ona jest...
Stara się pomagać każdemu na tyle, ile umie i tak, jak może. Nie potrafi zostawić nikogo w potrzebie, bo czasem nawet żebrakowi rzuci grosza do pustego kubka gdzieś w pasażu podziemnym. To, co jednak robią jej podwładni zostawia w ich mniemaniu. Nie potrafi ludziom zabraniać czegokolwiek ani rozkazywać. Nie lubi ograniczać wolnej woli jednostki. Znaczy się - jeśli zajdzie taka potrzeba, to oczywiście wyda jakiś rozkaz. Także, jeśli trzeba będzie - upomni kogoś i da jakąś reprymendę. Najczęściej jednak po prostu zostawia sprawy samym sobie. Stara się nie zbaczać z drogi, którą obrał Nakada. Jego uważano za najlepszego Króla, jakiego kiedykolwiek można było mieć jako gang czerwonych. Chciałaby być godna tak samo, jak i on.
Bardzo jest skora do rozmowy. Lubi rozmawiać praktycznie na każdy temat, ale zazwyczaj omija tematy związane z sytuacją miasta. Stara się nie przejmować tym kiedy tego nie trzeba. Stara się również służyć dobrą radą jak taka klanowa mamuśka. Czasem jednak niektóre sytuacje potrafią ją zażenować do takiego stopnia, że zaklnie "matko boska" czy innymi takimi tekstami. Oczywiście język też ma cięty, jednak kurwy uliczne zachowuje dla tych, którymi najbardziej gardzi. Nie lubi po prostu, kiedy ktoś nie rozumie powagi sytuacji lub pomimo jej licznych informacji, wciąż jej nie kapuje.
Czasami nawet z jej ust padnie komplement, a ona sama się zaśmieje. Lubi szczerość i bardzo ją sobie ceni (szczególnie u tych, którzy dołączają do Czerwonych i mają przejść właśnie ceremonię). Najbardziej lubi właśnie prawdomówne osoby. Sama stara się taką być, ale czasami się nie da. W niektórych sprawach jest zmuszona kłamać, jednak na szczęście w porównaniu do niektórych, nie jest to tak częsty proceder ze strony Hotaru. Potrafi też przybrać naprawdę poważną maskę, jeśli tylko jest do tego potrzebna. Śmiertelna powaga, zarówno u niej, jak i Masanoriego była bardzo rzadkim zjawiskiem, ale jeśli już taką przybrała, bardzo łatwo jest się domyślić, że coś jest na rzeczy. Najczęściej wtedy chodzi o jakieś ustawki, bo zieloni lub niebiescy coś wykombinują. Wydaje się być strasznie egoistyczną osobą z racji tego, że kieruje się też po części własną ścieżką wytyczoną przez chęć zemsty za wszystkich, których straciła. Jednak na tym kończy się jej egoizm i cały charakter. Może jednak i nie? A, no tak, zapomniała. Lubi czasem coś popić alkoholu, jednak kończy się to na piwie, chętnie popije piwa smakowego, a do tego uwielbia czasem zapalić. Najłatwiej jest ją znaleźć na zapleczu, gdzie to kopci czasem nawet jednego papierosa za drugim. Kiedy jest zdenerwowana (a tak jest po przegranej walce), to po prostu kopci żeby się uspokoić.
A o co chodzi z jej wybuchowością? Zostało to ujęte po części chwilę temu, bo nienawidzi, kiedy ktoś się jej dopyta o rzecz oczywistą, którą powtarzała wiele, ale to naprawdę wiele razy. Poza tym, potrafi się też zdenerwować na niektóre szczeniackie wygłupy. Całkiem rzadko, ale jednak zdarza się, że kobieta się załamie. Głównie przez to, jak po kolei opuszczały ją osoby, na których jej zależało. Lepiej po prostu nie wspominać jej o poprzedniku i o jego siostrze, Nao. W kwestii tego tematu jest drażliwa, bo pomimo luźnej rozmowy w trakcie, potrafi się zdenerwować lub nawet odepchnąć, jeśli powie się o nich źle, a następny wieczór przesiedzieć w domu z gorącą czekoladą, przy oknie, wspominając sobie dawne czasy. Często to nawet kończy się wylewaniem smutków w postaci łez...


Aparycja

Jest to dorosła kobieta o wzroście metra siedemdziesięciu sześciu centymetrów o niezwykle bladej cerze, często porównywanej do bladości ścian. To nie czyni jej jedną z najwyższych z racji tego, że po prostu są osoby znacznie przewyższające ją w tym wymiarze. Oczywiście, kobieta ta pomimo swoich problemów "zdrowotnych" nie ma jednak problemów z utrzymywaniem prawidłowej wagi. Wynosi ona dokładnie 66,6 kilograma. Diabelska kobita, nie powiem. Na ów masę składają się również dobrze wyrzeźbione mięśnie. Wiadomo jednak, że nie są one atrakcyjne u kobiet, ale ona też nie jest wyjątkiem. Oczywiście chodzi mi tu teraz o to, że dziewczyna nie jest aż tak napakowaną panną . Co jak co - ona dba o swój wygląd. Pięć posiłków dziennie, codziennie śniadanie, a przy okazji jeszcze duża aktywność fizyczna. Nie gadajmy jednak jak Krzysztof Ibisz, wróćmy do jej wyglądu. Aha. On nie pali papierosów, a ona tak. Jej ciało jest nieskalane przez jakiekolwiek blizny. Może poza jedną od głębokiego cięcia po wewnętrznej stronie prawej nogi, zapewne z czasów dzieciństwa. Poza tym ma również dwa tatuaże: jeden na całych plecach, dokładniej jest to feniks w stylu tribal wykonany czarnym tuszem. Drugim zaś jest niewielki znaczek nad prawym obojczykiem będący znakiem jej klanu, czyli HOMRA.
Trzeba na początku wspomnieć (jakim początku, cholera jasna?), że dziewczyna ta od samego początku życia jest albinoską. Jest to jeden z niewielu przypadków, który przyszedł na świat, a tym bardziej dożył takiego wieku. Każdy przecież wie, że wiele osób się z takich naśmiewa, czasem nawet bije czy morduje. Ona miała dobrą przeszłość, po prostu dobrze jej pilnowali. Jednak wracając do wyglądu... Nie trzeba wspominać, że jej włosy są białe niczym śnieg, a oczy są czerwone niczym rubiny? Muszę? Więc wspominam. A kiedy chodzi o włosy, są one doskonale ułożone. Schludnie, bo jedynie parę kosmyków upada jej na twarz, a tak to żaden nie przesłania jej widoku. Z przodu jednak ma dwa, bardzo długie pejsy włosów, sięgające nawet do jej bioder. Spływają one po jej ramionach i omijają schludnie piersi, sięgając aż do właśnie bioder, co zostało ujęte wcześniej. Gdzie jednak reszta włosów znika? Jest ona związana specjalnym rodzajem czarno-czerwonej kokardy w wysokiego, opadającego w dół kucyka. Jest to istny koński ogon ciągnący się aż za pupę. Tam, przy końcu jest owiązana podobnym kawałkiem czarno-czerwonego materiału tworząc coś na wzór zakładki.
Aha, jeszcze wypadałoby opisać jej ubiór, prawda? Nie jest ona ekshibicjonistką, która latałaby bez ubrań po całym mieście i nie dawałaby swoim podwładnym cudownych widoków na samym wejściu. Bo jak sobie to wyobrażacie? Wchodzicie, a tu nagle wasza Królowa świeci jak Wampir ze Zmierzchu. Ale ona nie jest wampirem, a przynajmniej krwi nie pije. Jest wampirem na papierosy. Poza tym, że fajka zawsze spoczywa w jej ustach, dziewczyna ubiera się całkiem schludnie. Jest to głównie czerwona bluzka zapinana na kwadratowe, niewielkie guziki, gdzie rękawy są długości trzech czwartych, a sam materiał sięga jej delikatnie za pupę. Znowu za pupę, rajuś... Ale wracając do ciuchów... Na nogach nosi białe, długie spodnie oraz lekkie buty przypominające trochę adidasy. Takie typowe, biało-czarne adidasy.
Tak więc prezentuje się nasza dziołcha. Coś jeszcze? Frytki do tego?


Historia

Albinoska w Tokijskim Mieście - taki tytuł zapewne nosiłaby książka, gdyby Serah się wzięła kiedykolwiek za pisanie poezji. Jednak nie wzięła się za pisanie poezji, toteż taka książka nigdy nie powstanie. Ale jej dzieje - oczywiście, że zostaną wyjawione. Bo co to za historia... bez historii? To byłoby niczym książka bez stron albo biuletyn bez treści.

Tak więc w roku 1988 na świat przyszła zadziwiająco blade dzieciątko, przez lekarzy nazywane żartobliwie brzydkim kaczątkiem. Bywa i tak. To właśnie brzydkie kaczątko okazało się być albinosem bez krzty melaniny. Czerwone tęczówki, białe włosy, kompletnie blada skóra. Gdyby nie to, że trafiła do dobrej rodziny, w dobrym gronie przywitała świat, zapewne w wieku ośmiu lat by się już z nim pożegnała. Przyszła bowiem w rodzinie dość ubogiej, w jakiej największą wartością dla człowieka była miłość bez zobowiązań. Oczywiście nie chodzi tutaj o seks dwadzieścia cztery godziny na dobę, tłumoki! Chodziło tutaj o relacje będące przyjaźnią i miłością, przy których niczego się nie oczekuje od drugiej osoby. A w tej rodzinie poza Hotaru, która została w ten sposób poprzez wspomnienie o świetlikach matki były również inne dzieci. Dokładniej w ilości dwóch braci, starszych od niej o dwa lata każdy. Jeden z tych braci miał na imię Mamoru, a drugi Minoru, byli kompletnymi odwrotnościami dziewczyny, której jedynym schematem koloru była biel i czerwień, bo to u nich górowały kolory czarne i niebieskie.

Jednak jak to się stało, że dziewczyna po latach stała się królową najbardziej brutalnego gangu po tej stronie Tokio? No, cóż... W 2001 roku już trochę podrosła, bowiem miała wtedy trzynaście lat. Widziała relację w telewizji, tak zaciekawiona tym, co się dzieje w niedługo otwieranej szkole. Ashinaka High School. To tutaj mieli iść jej bracia żeby się uczyć... ale relacja z helikoptera nie wróżyła w nawet najmniejszym stopniu tego, aby szkołę otworzyli. Bo kto by dobrze wróżył właśnie demolowanej szkole przez jakiś tam gang... jakiś tam... HOMRA! Widząc ich lidera, zawsze miała otwarte usta. Mamoru je zamykał za każdym razem, kiedy to zauważał, jednak ta zaraz je znowu otwierała. Ona nie widziała powodu, aby się ich bać, ani tym bardziej nienawidzić. Widziała w tych ludziach... autorytet. Nie mieli w domu praktycznie nic. Teraz telewizję oglądała gdzieś na ulicy, w jednym z typowych sklepów z AGD, gdzie na witrynie stało mnóstwo telewizorów z jakimiś audycjami. A ona w obdartych ciuchach, będąc ze slumsów nie stać ich było na żadne luksusy. Znaczy.. ludzie nazywali to slumsami, a ich mieszkańcy po prostu przedmieściami. Widziała, że oni walczą o swoje. A niebiescy im przeszkadzają.

Wtedy podjęła najważniejszą decyzję w życiu - dołączy do Czerwonych. Zacznie kraść, zacznie zarabiać dla swojej rodziny aby mogli godnie żyć. Nikomu jednak o tym nie powiedziała.

Dwa dni po tym ataku przypadkiem spotkała jakąś młodą dziewczynę, która niedługo później okazała się być siostrą obecnego Króla. Masanori Nakada... jej autorytet. A jego siostra? Nao? Ona była aniołem na ziemi. Opowiadała te wszystkie historie o swoim bracie, który - jak się okazało - chciał pomóc grupie ludzi walczących o przeżycie. Znalazł ich w sumie całkiem niedawno, chciał im pomóc. Dał im wszystko. Wielu z nich po prostu chciało zostać zauważonych i pokazać, że jednak jest dla nich miejsce na tym świecie. Zapewnił im to. Tak samo, jak dom nad głową. Zapewnił im też wrogów w postaci Scepter 4, jednak im się to podobało. W końcu mogli się zabawić, czyż nie?

Dziewczyna więc zaczęła kraść. Wszyscy w domu zaczęli się dziwić, skąd ma tyle ciuchów, skąd przynosi pieniądze do domu, skąd bierze te cudownie smaczne posiłki. Oddawała wszystko im. Sobie zostawiała jedynie to, co jest najpotrzebniejsze, czyli ciuchy, które nie są podarte, jedzenie i jakieś tam małe drobiazgi. Nikomu nie powiedziała, że to wszystko ma z kradzieży. Nie pokazywała tego po sobie. Zawsze przychodziła z kilkoma pakunkami do domu, podawała je rodzicom i braciom. Martwili się o nią, czemu na tak długo wychodziła z domu, dlaczego czasem miała siniaki na twarzy, dlaczego raz miała zabandażowaną całą rękę. Ona nie mówiła. Po prostu odpowiadała, że ktoś jej to dał. Ktoś... czyli przyjaciele z Klanu Czerwonych. Była dzieckiem. Wiarygodnym, bardzo uśmiechniętym dzieckiem, któremu jedynie nie pasowało to, że żyli w tak skrajnym ubóstwie.

Wszystko jednak zmieniło się w roku 2005, kiedy to białowłosa przyszła do baru. Wtedy w końcu znalazła odwagę aby porozmawiać ze swoim autorytetem - Masanorim. Do tego czasu zawsze jedynie kłaniała się nisko i po prostu wychodziła, bo była po prostu małym tchórzem. To, co jednak tym razem ją powitało... były smutek i przygnębienie. Rozejrzała się po wszystkich, a sam mężczyzna w kapeluszu podszedł do dziewczyny i położył jej dłonie na ramionach. Powiedział jedynie "Nao". Ona już wiedziała, o co mu chodziło. Pobiegła do szpitala. Tamta kobieta została... zaatakowana. To przez ten atak ze strony niebieskich potem doszło do zemsty ze strony czerwonych. Jednak... Nao wtedy walczyła o życie. Ta kobieta, która ją zainspirowała, tyle mówiła o bracie. Lekarze walczyli o jej życie. Ale nie udało im się. Stracili ją. Odeszła... dokończyła żywota na oczach siedemnastoletniej dziewczyny - jej przyjaciółki. Przed oczyma miała tylko ten ciepły uśmiech, niczym anielski. Ta kobieta naprawdę była aniołem.
Nie wiedziała, że atak na siostrę Nakady jest jedynie pretekstem do odnalezienia osób powiązanych z Hotaru. Wywabiona z kryjówki dziewczyna była znana Scepter 4. Parę razy ją notowali za kradzieże, jednakże Amaya miała plan wobec tej dziewczyny widząc ją często właśnie z Nao.
Pojmano jej rodzinę. Powód? Powiązanie z klanem czerwonych.
O tym jeszcze jednak słuchy jej nie doszły.
Kiedy wróciła do bazy, w końcu podjęła decyzję. Dołączy. Musi dołączyć. Żeby pomagać... jeszcze lepiej pomagać rodzinie. Żeby zdobyć fundusze dla nich, żeby mogli przenieść się do miasta. A do tego... żeby nigdy więcej nikogo nie stracić, aby móc być na równi ze wszystkimi, których podziwiała. Chciała ich wszystkich ochronić mocą, którą otrzyma! Jej intencje były prawdziwe, co sprawiło, że na jej obojczyku pojawił się znak klanu.
Dwie godziny. Tyle od czasu pojmania minęło, a ona usłyszała o tym. Znowu poszła coś zabrać. Coś dla rodziny, aby znowu móc ich uszczęśliwić. W końcu teraz myśleli, że pracuje, no nie? I wtedy właśnie napotkała problem. Problem, czyli Scepter 4. Odnaleźli ją, kiedy właśnie próbowała niepostrzeżenie wyjść z kradzionymi ubraniami ze sklepu. Wiedziała, że niebieskie mundury nie wróżą niczego dobrego. To oni byli tymi złymi. Wiedziała to już od czasu ataku na szkołę.
- Pani... Fujiwara? - zapytał mężczyzna, który stanął w wejściu. Miał w dłoni jakiś list. Był schludnie zapieczętowany znakiem Niebieskich, czyli policji.
- Kim... Skąd znasz moje nazwisko? - zapytała, była zirytowana, że ktoś ją zatrzymał. Rzuciła ubrania na ziemię. Wiedziała, że jego przyjście tutaj ściągnęło uwagę personelu, który spróbuje ją zapewne zatrzymać. Kiedy jednak myślała, że będzie próbował ją pojmać, ten wręczył jej kopertę i wyszedł bez słowa. Była nieźle zdziwiona. Jak tylko wróciła do baru, sprawdziła zawartość. Było tam zdjęcie celi więziennej... Oraz tak zwane "mugshoty", zdjęcia policyjne.. jej rodziców i braci. A do tego list o treści mówiącej tyle, że oni już wiedzą o jej powiązaniu z Czerwonymi i wiedzą, skąd ma te wszystkie rzeczy. Była mowa o tym, że przestali jej wierzyć w cokolwiek, kiedykolwiek powie, a po opuszczeniu więzienia opuszczają Tokio, co zafundowało im Scepter 4. To było jak cios prosto w serce.

Nie podjęła żadnej decyzji w związku z tym. Jedyne, co usłyszała od króla to tyle, żeby robiła, co uważa za słuszne. Za słuszne uważała zerwanie kontaktów z rodziną. Nigdy w życiu nie pomyślała, że jej ucieczki z domu w celu przyniesienia rodzinie czegoś dobrego tak mogą się zakończyć. Była do tej pory dzieckiem, które nie wiedziało, co to jest pokora... czym jest uczciwa praca. Była zaślepiona autorytetem. Wiedziała, że musi coś zmienić. Przestała kraść, zaczęła pomagać. Każdego, kto był w klanie był jak jej brat czy siostra. A Masanori? Wielki ojciec. Starała się go pocieszać po utracie siostry. Dlatego właśnie niedługo później została prawą ręką mężczyzny.

15 czerwca 2014. Przyszła do baru później, niż zazwyczaj. Minęła się z wychodzącym Masanorim. Zastanawiała się, o co mu chodziło. Nie miał tego swojego zwyczajowego uśmiechu, a jego maska śmiertelnej powagi naprawdę, rzadko kiedy się objawiała na jego twarzy. Teraz... właśnie tą maskę założył. Widziała, że coś jest nie w porządku. Dlaczego on wtedy wyszedł... tak nagle? Trzeba to sprawdzić! Więc nasza pani detektyw, niczym Sherlock Holmes podjęła trop za swoim autorytetem. Trafiła do podziemnych pasaży, często obleganych przez bezdomnych i żebraków. Jednak przybyła już za późno. Miecz Damoklesa wisiał nad tym miejscem. Nie jeden, a dwa - był również ten zielony... ten, którego koloru nienawidzi. Od tamtego dnia nienawidziła koloru zielonego. Widząc, w jakim stanie jest jej lider, natychmiast zabrała go do szpitala, jednak to mu nie pomogło. Jedyne, co po wniesieniu go do budynku szpitalnego poczuła to... jakieś rozpalające ciepło. Trzymał ją za dłoń, a w miarę, jak ulatywała jego siła życiowa, ona zyskiwała nową moc.
Masanori Nakada... zginął. A ona zyskała nową moc.

Wtedy też ona została nową Królową Czerwonych. To, poza kilkoma przywilejami i rozgłosem dało jej mnóstwo... problemów. Chyba największe jej sprawiło poznanie obecnego Różowego Króla, Lesliego.

Kiedy po raz kolejny przechodziła po mieście, zauważyła kątem oka, ktoś z jej klanu spotkał Hiko z jakimś chłopcem. Jakiś odruch sprawił, że [dosłownie] zapłonął nienawiścią, zaatakował gościa, a chłopaka zabrał natychmiastowo do siebie. Wróciła razem z tym jegomościem oraz odebranym mężczyźnie chłopakiem. W czasie, kiedy ten spał, sama Serah rozmawiała z Soneą. Zastanawiała się bowiem, co z tym młodzianem zrobić, bo raczej że nie wyrzuci go na ulicę. Spojrzała się jednak na niego w momencie, kiedy się obudził. Eh, wypadałoby wyjaśnić sytuację, no nie? Podeszła więc, bez problemu przechodząc przez tłum zainteresowanych Czerwonych.
- Czemu straszycie dzieciaka? - spytała ostrym tonem, a reszta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się rozsunęła. - Wypad, nie macie tu czego szukać - dodała i przysiadła obok przyszłego króla. - Jestem Hotaru. Władczyni czerwonego klanu. Przynieśli cie tu, bo nie miałeś znaku zielonych. Myśleli, że ta banda kretynów posuwa się do porywania najmłodszych - powiedziała. Patrzyła się na niego, ale zaraz się zreflektowała. Dla niego on miał... może góra trzynaście lat?
- Dzień dobry - wydusił z siebie chłopak i usiadł. Do tej pory leżał na ławce. Rozglądając się po pomieszczeniu nie wiedział co ma właściwie powiedzieć. Dziewczyna widziała to, jednak nie bardzo zwracała uwagi. - Przepraszam za kłopot. - W końcu tylko tyle udało mu się powiedzieć.
- Spokojnie młody. Ile ty masz lat, dwanaście? - pytanie zawisło między nimi.
- Osiemnaście.... prze pani - reflektował się dość szybko, ale jego natura cały czas podpowiadała, żeby wcisnąć się w najbliższą ławkę.
- Słucham? Naprawdę? O mój boże. Wyglądasz słodko jak się boisz. Ale nie martw się, nie zrobimy ci krzywdy - tymi słowami wywołała na twarzy młodzieńca lekki uśmiech.
Po tym chłopak zaczął się częściej pojawiać w barze ku zdziwieniu dziewczyny. Po niedługim czasie zaczęła go traktować jak brata. Tak samo kochanego brata jak Minoru lub Mamoru, którzy teraz ją zostawili. W sumie... kto tu kogo zostawił? Dziewczyna mimo wszystko teraz istniała jedynie dla swojej rodziny będącej Klanem Czerwonych. Wiedziała, że Masanori powierzył jej ten klan, bo jej ufał. W jego oczach była godna tego miana. Dlatego wiedziała, że nie może zostawić tego chłopaka samemu sobie. Zaopiekowała się nim i włączyła do swojej rodziny. Bo obiecała, że będzie pomagać.

Znowu skok w czasie. Jednak wtedy... popełniła ten sam błąd, który popełnił Masanori. Dała się wciągnąć w ustawkę z Zielonym. Spotkała się w tym samym miejscu, w którym spotkał się wtedy ON, Hiko. Została zapędzona w pułapkę, jednak nie bała się. Nawet przez chwilę nie myślała nad tym, aby się wycofać. Nie myślała, nawet jeśli on wygrywał. On... i jego podwładni. Nie wiedziała, że opuszczając pole bitwy z takimi... no, w sumie to trochę skromnymi ranami spotka tamtego chłopaka, Lesliego.
- Paliłeś między lekcjami, no nie? - zapytała cicho, mijając go. Stała tak bokiem do niego. - Widziałam. Daj mi jednego, ten gość działa mi na nerwy - westchnęła cicho. Nie przejmowała się ani trochę tym, że była ranna. Dla niej to było nic. Miała gorszą bliznę od której kiedyś wylądowała w ciężkim stanie w szpitalu, ale jakoś przeżyła. Kiedy jednak dostała papieroska z zapalniczką, odpaliła go i się zaciągnęła. Popiół strąciła gdzieś na bok.
- Chodźmy - powiedziała cicho. I tak bez zbędnych, dalszych słów poszła przed siebie, albo dokładniej do swojego mieszkania. Bardzo często Leslie mógł tam wejść, nawet bez jej pozwolenia. Dla niej... jej dom też należał do niego. Obiecała mu pomagać, czyż nie? No właśnie. Więc nie widzi powodu, aby mu zakazywać przychodzić do siebie.
Jednak to noc była najgorsza. Wtedy też okazało się, że w jeden z tych podwładnych używał trucizny w czasie walki, która zaczęła na nią oddziaływać dopiero naprawdę długi czas po jej zakończeniu. Raz wiła się z bólu, innym razem nie mogła się w ogóle ruszyć. Skakała jej temperatura jak szalona, a czasami pojawiały się paskudne duszności. Ktoś z klanu natychmiast zabrał ją do szpitala. Dokładnie do tego, w którym konała Nao. Dziewczyna... miała wielką, ogromną wręcz wolę przeżycia, jednak trucizna ją coraz to bardziej umniejszała, przez nią kobieta wręcz gasła w oczach. Momentami z powodu wysokiej, prawie czterdziestostopniowej temperatury zaczynała majaczyć. Wiele razy wspominała o Nao, o jej starszym bracie, o swoim rodzeństwie... że ich zawiodła... No tak. Do pewnego momentu nigdy nie myślała o kradzieży jako o czymś złym. Jak to ktoś mówił - kradnij bogatym, rozdawaj biednym. Zupełnie jak logika Robin Hooda.
Już miała dokonać swego żywota zupełnie jak poprzednik, kiedy to ktoś wszedł do pokoju. Leslie wyglądał, jakby był pewien tego, co robił.
Podtrzymywał jej żywota. Można powiedzieć, że jego dusza trzymała ją, powstrzymując od spadania w przepaść. A upadek oznaczał tyle, co śmierć.

Udało mu się. Obudziły ją czyjeś kroki o świcie. Głośne i bardzo gwałtowne. Wtedy też jej prawa ręka wpadła do sali, w której z resztą siedzieli już wszyscy jej bliscy. Cała... rodzina. Bo jak inaczej nazwać tych, którzy dbają o Ciebie jeśli nie rodziną?
- Nad szpitalem unosi się miecz - zdyszana dotarła do zebranych. - Ale jest jakiś.... inny? To nie jest ten należący do nas - rzuciła i opadła na krzesło. W tym samym momencie Hotaru otworzyła oczy. Rozejrzała się po wszystkich w sali, jednak dalej nie była w pełni sił. Była na krawędzi życia i śmierci, prawda?
- Jesteś jeszcze bardziej uroczy z różowymi oczami - zamruczała słabo i pacnęła chłopaka w czoło.
- Zamknij się - odparł Leslie i odwrócił od niej wzrok. I tak właśnie dziwna sierota stała się różowym królem. A nasza Królowa powróciła do żywych pomimo pułapki na niej zastawionej.

KONIEC! ♥


Ciekawostki

Większość Klanu Czerwonych traktuje jako rodzeństwo, a szczególnie Soneę.
Podobnie jest z Królem Różowych, Leslim. Traktuje go jak młodszego brata.
Tylko ta wymieniona dwójka wie o jej chwilach słabości. Pomimo tego, że jest otwarta wobec wszystkich w klanie, nie potrafi im pokazać tej zatroskanej siebie.
Kopci jak smok. Głównie przez osobę wyżej.
Na plecach ma tatuaż feniksa w stylu tribal.
Jest albinoską, o czym nie trzeba wspominać, no nie?
Nienawidzi koloru zielonego. Trochę rasistowskie, no nie? Skoro zieloni to klan...
Pierwszym, co zrobiła po objęciu władzy to załatwienie dla Różowego Klanu szpital za siedzibę.
Kiedy się wkurzy, traci pojęcie o świecie i nagle wychodzi z niej ogromna... niezdara. Albo raczej pechowiec. Kiedy jest wściekła, potrafi ściągnąć na siebie każdą, dziwną anomalię, a tym bardziej ludzi z innych klanów.
Uwielbia muzykę metalową i jest fanką zespołu Aldious. Jej zdecydowanie ulubioną piosenką dziewczyn jest Dominator.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://city-of-kings.forumpl.net/t50-hotaru-fujiwara

avatar
Mistrz Gry

PisanieTemat: Re: Hotaru Fujiwara   Pon Lut 16, 2015 3:51 pm

Akceptuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Hotaru Fujiwara

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Our bodies get bigger, but our hearts get torn up. :: Wszystko o... :: Karty Postaci :: Zaakceptowane Karty Postaci-
Współpraca
Raashtram PBF Vampire KnightHogwartDreamWild Land AAFAXIS MUNDIOne Piece Revolution






BlackButler









Akademia Superbohaterów







Król Lew







Kuroko no basuke



The Walking Dead

Spirit Animals World